wypisz wymaluj

Cześć! Jestem Dorota i bardzo mi miło, że tutaj jesteś. Stworzyłam tego bloga, żeby służył jako poradnik, w którym wszystkie informacje bynajmniej nie są wyssane z palca. Tworząc artykuły, swoje zdanie popieram literaturą, którą zawsze wypisuje na końcu każdego tekstu. Chcę, żeby każdy kto tu wchodzi, był pewien informacji, które tu znajduje i, które (mam nadzieję) mu pomogą rozwiązać bieżący problem, albo rozwieją jakieś wątpliwości.

A co o mnie? Cóż… czasami jest tak, że od najmłodszych lat wiemy, co chcemy robić w życiu, a czasami jest tak, że musimy swoją własną drogę dopiero odkryć. Dbanie o urodę, kosmetyki i lakiery do paznokci były ze mną od zawsze, zapewne jak u wielu kobiet, niezauważalne i niedostrzeżone. Gdzieś w tle mojego życia, nigdy jako główny jego składnik. Odkąd pamiętam chciałam być niezależna – to wiedziałam na pewno. Tylko sama nie do końca wiedziałam na czym ta moja niezależność miałaby polegać. Imałam się różnych prac, bo pracy fizycznej się nie bałam, ale pragnęłam finalnie robić coś co sprawia mi przyjemność i na tym zarabiać (najlepiej niemało), a nie zrywać się codziennie z łóżka z myślą: „Boże, znowu muszę tam iść…?”. Niemniej, dzień wypłaty traktowałam jako dzień święty i aż mnie ręce świerzbiły, żeby wydać trochę tej ciężko zarobionej kasy na jakieś swoje przyjemności. Tylko najpierw opłacę rachunki, karty autobusowe, telefon, siłownie i… no tak, zostało akurat na jedzenie do końca miesiąca. To tyle jeżeli chodzi o moje przyjemności. Studiowałam Zarządzanie, które miało mnie wznieść na wyżyny finansowe, a które finalnie ukończyłam na drugim roku – dwa lata w plecy, myślicie? A ja myślę 3 lata do przodu. Bo po co się męczyć, skoro te studia (studiowałam na Politechnice) nie dawały mi nic, poza tym, że wiedziałam niesamowicie dużo o wytrzymałości materiałów i budowiu dźwigów (i gdzie tu zarządzanie?). Niemniej okres ten zapoczątkował pojawieniem się na moich powiekach (już nieodzownie) idealnej czarnej kreski, tworzonej co dzień rano najtańszym eyelinerem z Rossmana (czasem tanie znaczy dobre, używam go do dzisiaj). Jako, że miałam (i mam nadzieję, że dalej mam) żyłkę do pisania poszłam na dziennikarstwo, gdzie również czekało na mnie wielkie rozczarowanie, bo z moim seplenieniem i „delikatnym” wycofaniem społecznym, nikt mnie jako profesjonalnej dziennikarki nie widział, ale przynajmniej przyznawali, że mam niezwykle lekkie pióro. Cóż, ten okres pamiętam jako pojawienie się na rynku lakierów hybrydowych. Prawdziwa innowacja! Totalny bum! Dziewczyny miały paznokcie trwałe, kolorowe, wzorzyste. To była moja miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy poszłam na taki manicure (do dzisiaj pamiętam moje pierwsze paznokcie hybrydowe – białe z azteckimi wzorkami) wiedziałam, że chcę to robić. Po prostu wiedziałam. Byłam na drugim roku studiów i jedyne o czym myślałam, to że po ich ukończeniu chcę iść na kosmetologię i zgłębiać tą wiedzę. To był moment przełomowy, moment w którym wiedziałam, że to chcę robić w życiu – upiększać kobiety na wszystkie możliwe sposoby. Chcę im dać pewność siebie, choćby na chwilę, choćby tymczasowo przez zrobienie fantastycznego makijażu czy paznokci, a sobie pracę, którą się nie znudzę i w której będę się mogła ciągle rozwijać. Nie myśląc za wiele kupiłam lampę, trzy lakiery i tak oto zaczęła się moja przygoda z kosmetyką. Siedzę w niej już dobre cztery lata i uważam, że chyba całkiem nieźle mi idzie?

Dzisiaj jestem po wielu kursach doszkalających i przede wszystkim – ukończyłam studia magisterskie kosmetologiczne o profilu anti-aging. W międzyczasie zostałam mamą, przeprowadziłam się do swojego wymarzonego domku i wiodę (jeszcze w każdym razie przez następne pół roku) sielskie życie na urlopie macierzyńskim. To tyle o mnie, wskakujcie na bloga 😉