parabeny
Skin coach

PARABENY W KOSMETYKACH – JESTEM NA TAK

BEZ KONSERWANTÓW! BEZ PARABENÓW! Chwała Wam producenci kosmetyków! Tylko czy to naprawdę taka tragedia, kiedy w składzie kosmetyków znajdziemy powyższe? Dlaczego konserwanty i parabeny owiały się taką złą sławą? Co to tak właściwie jest? Czy słyszałaś coś… cokolwiek więcej oprócz: „weź to, to nie zawiera parabenów”? No właśnie.

Konserwanty - tak czy nie?

Przede wszystkim musimy zrozumieć czym jest konserwant i dlaczego tak namiętnie ładuje się go w kosmetyki. Otóż, konserwanty to związki chemiczne, które, podobnie jak działa to w artykułach spożywczych, tak i w kosmetykach – mają za zadanie zahamować rozwój drobnoustrojów (w tym grzybów). Dzięki nim kosmetyk nie traci swoich właściwości, a mikroorganizmy i inne bakterie nie pożerają ich żywcem.

Wprowadzanie do kosmetyków konserwantów jest niezwykle istotne. Czy to są konserwanty pochodzenia syntetycznego czy naturalnego – nie ma to znaczenia. Poza tym, że samo otwarcie kosmetyku już naraża je na zepsucie, to codziennie ładownie tam przez nas palców (nawet w przypadku kosmetyków z „pompką”, które pozornie mają zmniejszyć ilość drobnoustrojów) potęguje możliwość powstania mikroorganizmów chorobotwórczych. W przypadku braku substancji konserwującej, pogorszenie się właściwości produktu to nasz najmniejszy problem. Wspomniane wcześniej mikroorganizmy mogą przyczynić się do powstania wielu groźnych chorób np. zapalenia spojówek czy grzybicy.

Konserwanty zyskały złą sławę przez to, iż są substancjami alergizującymi. I tak, najsilniejszym alergenem w tej całej grupie jest formaldehyd (FORMALDEHYDE).  Jest on naturalnie na liście związków do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. Znajdziemy go głównie w produktach do paznokci, a jego maksymalne stężenie w nich nie powinno być wyższe niż 5%.  Także w produktach do jamy ustnej 0,1% (wolny formaldehyd), a w pozostałych produktach do 0,2% (wolny formaldehyd).

Co z tymi parabenami?

Parabeny są szeroko stosowane jako środki konserwujące w produktach spożywczych, kosmetycznych i farmaceutycznych, z tym że obejmują pochodne kwasu p-hydroksybenzoesowego. Są (po krótkiej przewie) najczęściej stosowane jako konserwant w kosmetykach. Wiesz, że masz do czynienia z parabenami, gdy w składnie znajdziesz następujące pozycje:

  • Methylparaben (uwaga! występuje również w naturze – w borówce amerykańskiej),
  • Ethylparaben,
  • Propylparaben,
  • Butylparaben.

To, wg. FDA (Food and Drug Administration) najczęściej używane parabeny w kosmetykach. Badania na zwierzętach (no cóż… niestety) pokazały, że parabeny są szybko wchłaniane, metabolizowane i wydalane. Jeżeli nie masz problemów ze skórą, kosmetyk zawierający parabeny nie powinien Cię uczulić. Jednak, jeśli stosujesz preparat na skórę podrażnioną i/lub uszkodzoną – ryzyko wystąpienia alergii jest większe.

Historia z parabenami jest taka, że są uwielbiane przez producentów. Czemu? Nie dość, że są najlepiej przebadanymi konserwantami pod względem bezpieczeństwa, to na dodatek wystarczy naprawdę mała ich ilość (zaryzykuję słowo śladowa), aby zapewnić trwałość kosmetyku (oszczędności, oszczędności, oszczędności…). Czasami, aby spotęgować działanie miesza się parę parabenów, lub dodaje konserwant. Spokojna głowa, nie musisz rzucać z obrzydzeniem kosmetykiem, kiedy widzisz sznur konserwantów i parabenów w składzie. Po pierwsze – chyba zazwyczaj ten tasiemiec znajduje się na końcu, prawda? Pamiętasz zasadę – im dalej, tym mniejsze stężenie w kosmetyku? Mam nadzieję, że tak. Po drugie, stosując mieszaninę parabenów można uzyskać niższe stężenie poszczególnych substancji, niż by to miało miejsce gdyby zastosowany był tylko jeden paraben. Po trzecie – zazwyczaj producent wie co robi i dobiera konserwanty, aby kosmetyk był dla użytkownika bezpieczny, używając mieszanki konserwantów z NAJNIŻSZYMI MOŻLIWYMI STĘŻENIAMI.

No dobra... to skąd ten szum?

Parabeny złą sławę zyskały, kiedy (dość dawno temu – na początku XXI wieku) opublikowano badania, w których wykryto w tkance nowotworowej w piersi substancje parabenopodobne. Był to zapalnik do dyskusji, spekulacji i kontrowersji, które ostatecznie w 2012 roku doprowadziły do zakazania stosowania parabenów w kosmetykach w Unii Europejskiej. Za powód podano podejrzenie możliwości zachorowania na raka piersi. Oczywiście, nawet w tym samym badaniu, ale i w wielu późniejszych, wykazano, że nie ma związku pomiędzy stosowaniem parabenów a występowaniem raka piersi, czy jakiejś innej poważnej choroby. Teoria ta bowiem błędnie zakładała, że składniki, które zastosowano w okolicach pach wnikają do organizmu i kumulują się w tkance piersiowej (chodziło o antyperspiranty). Dlaczego błędnie?

  • parabeny nie mają zdolności centralizowania się w żadnej tkance – są bardzo szybko metabolizowane i wydalane z organizmu,
  • parabeny słabo przenikają przez barierę naskórkową,
  • kierunek przepływu płynów ustrojowych (od piersi do pachy) wyklucza transport parabenów z okolic pachy w okolice górnej ćwiartki piersi, gdzie najczęściej występują nowotwory,
  • parabenów nie stosuje się jako konserwantów w dezodorantach, antyperspirantach itd.

Mimo licznych oskarżeń, jakoby parabeny (skoro już nie rak…) wywołują alergie, to jednak skóra bardzo dobrze reaguje na kontakt z nimi. Procent osób, które są uczulone jest naprawdę niewielki. Dlatego w świetle licznych badań, potwierdzających niewinność parabenów (albo inaczej – nie mogąc udowodnić negatywnego ich wpływu), w 2014 roku Komisja Unii Europejskiej pozwoliła na ich powrót. Jednak jak napisałam już wcześniej tylko w ściśle określonych stężeniach.

To w końcu dobre czy nie?

Zła sława jak już się przyczepi to ciężko jej się pozbyć. Nawet jeżeli ludzie juz nie pamiętają (albo totalnie nie mają pojęcia) skąd się to wzięło, to i tak „dla pewności” będą trzymali się bezpiecznej wersji BEZ PARABENÓW. Wiele badań – niezwykle rygorystycznych – wykazało, że nie ma żadnych przesłanek, jakoby parabeny były toksyczne, rakotwórcze, mutagenne czy uczulające. Dobrze wspomnieć, że są to wyniki z badań, których dawki parabenów wielokrotnie przewyższały te, które znajdziemy w kosmetykach.

Cały ten trend „paraben-free” jednak wymusiła na producentach szukanie alternatyw. I tak pojawiły się jako konserwanty olejki eteryczne, fermentowany korzeń chrzanu czy phenoxyenthanol.

Źródła:

Burdock Group. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15833376 [dostęp: 10-10-2018].

http://www.kosmopedia.org/fakty_i_mity/#Parabeny

Kosmetologia pielęgnacyjna i lekarska. Red. nauk. M. Noszczyk. Wydawnictwo Lekarskie PZWL. Warszawa 2010.

Konserwanty pod kontrolą. „LNE” 2017, nr.113